Witaj!
Jestem
goldenką o imieniu Gabi, choć zaraz po urodzeniu nadano mi imię
MY SWEET MORGAN.
Urodziłam się 18 stycznia 2004 r. w hodowli WORK
OF ART we Wrocławiu,
jako jedna z 7 goldenków :-)
Moi rodzice to:
mamusia:
Complement REPUBLIKA
tatuś:
AL MC DOWELL Fabryka Championów
Mój rodowód
Mój rodowód
w internetowej bazie danych
obejmującej wielopokoleniowe rodowody golden retrieverów.
Jestem
już dorosła!
Jak każdy golden jestem wielkim łakomczuchem :-) Szczególnie więc
uwielbiam asystować przy przygotowywaniu posiłków w kuchni... Wiem,
że nie powinnam wtedy ani szczeknąć, ani pisknąć, ani w inny sposób
dopominać się "o pyszności", bo wtedy smakowity kąsek "przejdzie
mi koło nosa". Najlepiej położyć się, udawać, że to co się dzieje
w kuchni mnie nic a nic nie interesuje i zrobić przy tym smutną minę...
To działa! Wtedy zawsze coś dostanę :-)
Na co dzień uczestniczę we wszystkich domowych zajęciach :-) Nie straszne
mi odkurzacze, miksery ani inne elektryczne "potwory".
Bez problemu zostaję sama w domu, nawet na kilka godzin.
Na
spacerkach biegam jak szalona, zwłaszcza w towarzystwie innych psiaków.
Ciąglę jednak pilnuję swojej Pani/Pana. Trudno mnie zgubić. Nawet,
gdy Pani gdzieś mi się schowa, wprawiam w ruch mój nos i zaraz jestem
obok niej :-) Jeden jedyny raz kiedy pobiegłam za daleko i nie mogłam
"wywąchać" Pani, zaczęłam szczekać! Wystarczyło jednak,
że usłyszałam jej głos z oddali i natychmiast przybiegłam (a raczej
przyfrunęłam z prędkością odrzutowca).
Jeśli
zauważę na spacerze coś czego wcześniej w tym miejscu nie było - muszę
to sprawdzić (tzn. podejść, obwąchać)... Jeśli "to" wygląda
strasznie, pozwalam sobie szczeknąć (co jednak należy do rzadkości)...
Wtedy podchodzimy razem: ja i moja Pani/mój Pan i... po strachu :-)
A tak
a propos szczekania: ostatnio jeden z naszych sąsiadów (jak zwykle
przywitałam go wylewnie) pytał czy ja potrafię szczekać! Podobno nigdy
nie słyszał żebym to robiła... :-)
Kiedy
moja rodzinka (czyt. stado) jest zajęta, kładę się obok ich stóp i
grzecznie sobie śpię...
Najbardziej jednak wszystkich cieszy fakt, że jestem zdrowa! Bioderka
oraz łokcie mam zdrowe, serce jak dzwon, a oczy "czyściutkie"!
Nie mam też alergii, ani innych problemów :-)
Wspomnienia
z dzieciństwa
Gdy ukończyłam
osiem tygodni, przyjechała po mnie moja nowa rodzinka. Aż cztery osoby:
dwie większe, a dwie trochę mniejsze. Od razu się sobie spodobaliśmy!
Całe szczęście, bo usłyszałam, że moi państwo szukali mnie w kilku
innych hodowlach...
Chwilę potem jechałam (prawie 3 godziny jazdy!) do nowego domu.
W podróży nie było ze mną żadnych "historii". Byłam bardzo
dzielna.
Od tego momentu mam już swój własny nowy dom (czytaj stado)! :-)
Tylko pierwszej nocy trochę popiskiwałam, tęskniłam za moją psią rodzinką,
ale moi państwo troskliwie do mnie przemawiali, głaskali mnie, aż
w końcu usnęłam obok ich łóżka. Oczywiście, jak tylko trochę podrosłam,
próbowałam wdrapać się pomiędzy moich państwa, ale, hmm... no cóż...
Właściwie obok łóżka też nie jest tak źle :-)
Zresztą czego się nie robi dla swojej rodzinki?
Po dłuuuugim okresie kwarantanny, wreszcie zobaczyłam i powąchałam
ten cudowny świat wokół.
Od tego czasu minęło już wiele, wiele dni, w czasie których poznałam
tyle nowości. Przede wszystkim często z moją rodzinką wyjeżdżamy ze
Śląska (gdzie mieszkamy) i jedziemy sobie daleko, daleko hasać w góry.
Byłam już w tylu miejscach (ale o tym, jeśli macie ochotę, w Galerii),
że oczywiście, gdy usłyszałam rozmowy na temat wakacyjnego wyjazdu
nad morze, nie musiałam się zbytnio martwić, że "zapomną"
mnie zabrać ze sobą. Przed wyjazdem słyszałam, że tam nad morzem nie
wszyscy chcą przyjmować gości z psiakami... W związku z tym moi państwo
zrezygnowali z dotychczasowych wakacyjnych przyzwyzwyczajeń - żebym
mogła być z nimi. Ale za to obiecałam, że będę baaaardzo grzeczna
:-)
A nad morzem... Wyobraźcie sobie, wysokie morskie fale, smak słonej
wody, szum wiatru, a ja (7-miesięczny hojrak) płynę jakby nigdy nic,
choć mojemu (najwyższemu) panu woda sięga po szyję! Ochoczo przebieram
łapkami, choć fale zalewają mi głowę!
Dowiedziałam się też, że niestety obowiązuje zakaz wprowadzania psów
na plażę w niektórych miejscach (główne centrum miasta), toteż moi
państwo wyjeżdżali ze mną poza centrum, a potem słyszałam od nich,
że to niemożliwe, ale prawie cała plaża jest nasza (pusta!). Dla mnie
trochę mniej super, bo ja uwielbiam witać wszystkich idących "dwunożnych".
Podobno na "normalnej" plaży z tłumem ludzi to byłoby ciężko... Ciekawe
dlaczego :-)
A tak w ogóle to moi państwo stwierdzili, że to były jedne z najwspanialszych
dotychczasowych wakacji w ich życiu... Nie żebym się chwaliła...
Nad morzem wszędzie chodziłam z moją rodzinką... Gdy moi państwo spotykali
jakiegoś właściciela z goldenkiem, to od razu się do niego uśmiechali,
no i choć przez chwilę oni rozmawiali, a my (psiaki) szaleliśmy...
Najwspanialsze spotkania były na plaży, bo wtedy to mogliśmy wszystkim
pokazać na co nas stać w "dzikiej" zabawie!
Moi państwo nie boją się ze mną chodzić nawet do smażalni ryb, bo
wiem już jak należy się w niej zachowywać :-) Obiecałam, że będę grzeczna
i tylko "czasem" zapominałam o danym słowie :-)
Ale za to ja się przez cały czas uczę i dowiaduję czegoś nowego.
Poza tym moi państwo odpowiedzieli już na tyle pytań związanych ze
mną przypadkowym spacerowiczom, tyle osób dzięki mnie poznali, że
chyba wybaczają mi moje (od czasu do czasu) niezapowiedziane kąpiele
błotne i te "kałużowe" też...
Poza tym tłumaczyłam już cierpliwie, że skoro jestem "złota", to
na mnie "aż" tak brudu nie widać. Co by to było, gdybym była kremowa?!
(Ciekawe co na to "białe" goldenki?)
